Po wielkiej powodzi w 1903 roku, która spustoszyła Śląsk, władze Rzeszy postanowiły we wszystkich większych miastach położonych nad Odrą wybudować wały przeciwpowodziowe, które miały się wznosić się o metr ponad poziom wody z czasu kataklizmu. Z usypaniem wałów uporano się dość szybko, bo już w 1904 roku, nie potrafiono natomiast rozwiązać problemu utwardzenia ziemi i piasku. Nie można było wykorzystać buldożerów, albowiem ciężki sprzęt budowlany niszczył dotychczasową konstrukcję, a poza tym jeszcze go nie było. Po długich debatach postanowiono posłużyć się średniowiecznym sposobem i skorzystać z wiążących właściwości białka kurzego jaja. Przetarg na dostarczenie 50 bilionów 342 miliardów 78 milionów 905 tysięcy 645 jaj potrzebnych do wbicia w wały przeciwpowodziowe wygrał rząd rosyjski, co szybko wydrenowało rynek wschodni i stało się bezpośrednią przyczyną wybuchu rewolucji 1905 roku w carskiej Rosji. Katastrofalne skutki tego pomysłu odczuli też sami Niemcy, albowiem gwałtowny wzrost podaży żółtka na rynku bezpośrednio przyczynił się do wzrostu liczby zachorowań na chorobę wieńcową serca i w ciągu zaledwie roku obniżył średnią długość życia Niemców o całe pięć lat. Cesarz niemiecki, zdając sobie sprawę z potrójnego zagrożenia tą sytuacją (brak wałów, wysoka śmiertelność, niebezpieczeństwo importu rewolucji ze wschodu), wstrzymał import kurzych jaj, a zaoszczędzone w ten sposób środki przekazał na specjalne dodatki dla emerytów i rencistów, którzy mieli w każdą niedzielę spacerować po wałach przeciwpowodziowych i udeptywać je. Wzruszający w swej prostocie pomysł przyniósł szybkie i dobre rezultaty – już w 1914 roku Niemcy mogli się pochwalić się największymi wałami i najzdrowszym społeczeństwem w Europie.

Zdrowy Niemiec przystanął podczas nocnego spaceru w celu utwardzenia wałów (rys. C. Lipart)